Stało się niemożliwe. Napisałeś – lub napisałaś – pracę licencjacką. A takie to się wydawało straszne! Ile było nieprzespanych nocy, płaczu i drżenia, rwania włosów z głowy i zgrzytania zębów. Ale udało ci się, brawo!

Jeszcze tylko wycieczka do punktu ksero, by wiekopomne dzieło wydrukować, koniecznie w kilku egzemplarzach – tylu, ilu twoja alma mater wymaga. Bindowanie, oprawa – to już bajka. Trochę kosztowna, ale co znaczy parę (naście) złotych wobec świetlanej przyszłości, która właśnie się przed tobą rozpościera? Da się wszystko zrobić. Nie ma problemu.

Wydrukowane? Zbindowane i oprawione? No to niesiemy do dziekanatu. I co, chyba można już odetchnąć?

Ba, żeby to było takie proste. Nie, mój drogi studencie, czy moja droga studentko. Za tobą większość wysiłku, ale jeszcze nie cały. Wszak wszyscy już zobaczyli, że potrafisz podsumować te ciężkie trzy lata, okupione niezliczonymi wyrzeczeniami i wyprodukować całkiem niezgorszą pracę licencjacką. Tylko, że – niestety – niektórym to nie wystarczy. W tym twoim profesorom i władzom uczelni. A ich trzeba słuchać, taka karma. Taki już bowiem los studenta poczciwego a nie zawsze szczęśliwego. Musisz więc udowodnić, że masz pojęcie, o czym piszesz. A także wiedzę, wyniesioną ze studiów przez te trzy ciężkie lata.

A już można było pomyśleć, że oto nadszedł upragniony spokój. A tu nagle, jak grom z jasnego nieba, pojawia się kolejny stres. Nagle zewsząd słyszysz te trzy przerażające – jak straszne zaklęcie rodem z arabskich pustyń – słowa. „Obrona pracy licencjackiej”. Cóż to takiego, na Jowisza? Jak wygląda obrona pracy licencjackiej? Czy to boli? A może pozostawi niezatarte ślady i niezabliźnione rany w twojej jakże cennej i kruchej psychice?

Nie bój się, drogi kolego. Lub koleżanko. Obrona pracy licencjackiej to nic strasznego. Nie jest to ani zsyłka na galery, ani rozstrzelanie, ani też koncert disco polo. To nic, czego możesz się obawiać. Pod warunkiem – rzecz jasna – że napisana przez ciebie praca jest rzeczywiście twoja. No bo przecież różnie bywa – a to czasem braknie motywacji, a to czasu, zapału do tworzenia, czy weny. Albo po prostu się nie chce. I zaczynają się wtedy dziać różne „cuda” – nagle pojawia się gotowa, calutka praca. Tylko czy aby na pewno własna?

No właśnie. Temu też służy obrona pracy licencjackiej. To też świetny sposób na weryfikację, czy student jest jedynym i niepodzielnym panem swojej pracy – jej autorem.

Jeśli więc twoja praca wyszła spod twojego pióra – czy tam komputera, niech będzie – to naprawdę nie masz się czego obawiać. Ty ją napisałeś, bądź napisałaś i wiesz, o czym jest. W najdrobniejszych szczegółach, nawet gdy wyrwie się ciebie z głębokiego snu, to jesteś w stanie wyrecytować ją z pamięci bez najdrobniejszego błędu czy zająknięcia. Nie lękaj się więc. Nie masz czego.

Jeśli ponadto jesteś sumiennym studentem – lub studentką i przez całe trzy lata nauki porządnie przykładałeś – bądź przykładałaś się do zdobywania wiedzy, to też jest twój plus. Bowiem obrona ten fakt również zweryfikuje. Biada więc leserom i „ślizgaczom”, biada!

Nie lękaj się więc, tylko czytaj uważnie, gdyż za chwilę dowiesz się mniej więcej, jak wygląda obrona pracy licencjackiej.

Tego pięknego dnia, którego akurat przypadnie wyznaczony ci termin, staw się w wyznaczonym do tego miejscu. Najprawdopodobniej będzie to jakaś sala. Gdy przyjdzie twój czas, wejdź. Spokojnie, bez nerwów. Przywitają cię trzej sympatyczni osobnicy, którzy po bliższej obserwacji okażą się być: twoim promotorem, recenzentem pracy – będzie to jeden z profesorów, tudzież przedstawicielem władz uczelni. Same znajome twarze – pod warunkiem, że nie obserwujesz swej uczelni tylko z zewnątrz.

Uprzejmi i sympatyczni panowie lub panie będą ci zadawać pytania. Nie bój się jednak. Nie będzie to nic osobistego. Dostaniesz zestaw pytań dotyczących swej pracy – więc, jeśli nie powierzyłeś, lub powierzyłaś jej tworzenia osobie trzeciej – wyjdziesz z tego „starcia” zwycięsko. Do tego otrzymasz zestaw pytań dotyczących wiedzy ogólnej z zakresu twego kierunku. Jeśli zatem nie należysz do leserów – tu również dasz sobie radę!

Po udzieleniu odpowiedzi panowie profesorowie wyproszą cię na chwilę, by przedyskutować twój dalszy los. Czekaj cierpliwie, ale nie denerwuj się. Nie płacz, kiwając się w przód i w tył, nie zwijaj się w pozycji embrionalnej i nie gryź palców – one nie odrastają. Po prostu cierpliwie i spokojnie czekaj na wieści.

A jeśli jesteś sumiennym studentem – lub sumienną studentką, to wieści te okażą się nadzwyczaj dobre. I wtedy nadejdzie czas na należny odpoczynek – tudzież oblanie obrony. Powodzenia!

[Głosów:0    Średnia:0/5]

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here